Ludzie się wściekną...

Poseł SLD, Marcin Kulasek, w wywiadzie: "Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 9 tys. zł"

Lewica właśnie strzeliła sobie w kolano. A wszystko za sprawą posła Marcina Kulaska, któryjest sekretarzem generalnym SLD. Wygłosił dość niepopularną opinię – narzekał na warunki w sejmowym hotelu, podkreślał również że poselski budżet znacząco obciąża brak aneksów kuchennych w pokojach. Wypowiedział również znamienne słowa, które chyba długo będą jemu, jak i całej Lewicy, wypominane.

Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę i dietę 2,5 tys. zł.
rmf24.pl

Pan poseł chyba jest nieco oderwany od rzeczywistości i zapomniał, że i tak jest w jednej z grup, które zarabiają najlepiej. Co mają powiedzieć po takich słowach lekarze, nauczyciele czy wszyscy ci, którzy zatrudnieni są za najniższą krajową?

Za małe wygody dla Kulaska

Poseł, który parlamentarzystą jest pierwszy raz, jest jedną z osób najgłośniej komentujących warunki w Domu Poselskim. Bez skrępowania narzeka na to, gdzie przyszło mu mieszkać w Warszawie, podczas pracy.

Meble pamiętają późnego Gierka, jest ciasno. Część ma wyremontowane łazienki z prysznicem, część wciąż dysponuje starymi wannami

- powiedział w rozmowie z Interią. No cóż. Może i późny Gierek, ale do dyspozycji też bar, sauna, siłownia i basen. To nie przekonuje nieprzejednanego polityka – nie ma bowiem aneksów kuchennych. A to bardzo, bardzo obciąża budżet poselski. W końcu… Musi stołować się na mieście! Jedyne, co może zrobić sobie w pokoju to herbata.

To są wszystko koszty. Gdybym chciał sobie zrobić śniadanie, to mam to utrudnione. Nie mogę sobie ani podgrzać parówki, ani usmażyć jajecznicy, bo nie ma gdzie. Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę, plus dieta 2,5 tys. zł

- pożalił się sekretarz generalny SLD. Chyba długo nikt mu nie zapomni tych słów.