Koniec dobrobytu?

Zmiany w 500+? Niepracujący dostaną mniej pieniędzy od pracujących?

O tym, że program 500+ to „rozdawnictwo”, a nie „ulga podatkowa” mówi się nieustannie. Coraz więcej osób decyduje się na odejście z pracy, aby jak najwięcej korzystać z pomocy państwa. Nic dziwnego, że jedni burzą się, że to z ich pieniędzy (chociaż według badań – nie wszyscy wiedzą, że to finansowane jest z podatków…), inni krzyczą, że powinny być jakieś obostrzenia, a kolejni alarmują, że ceny produktów znacznie wzrastają.


Teraz główny ekonomista banku Pekao SA, Marcin Mrowiec, zaproponował nowe rozwiązanie, które miałoby być sprawiedliwe i jednocześnie faktycznie bardziej przypominałoby pomoc rodzinom w ciężkiej sytuacji, a także rodzinom w których rodzice pracują, a nie takim w których jedynym źródłem dochodu są zapomogi.

600+ dla pracujących i 400+ dla niepracujących?

To pomysł, który podsunął Marcin Mrowiec. Zróżnicowanie świadczenia i lepsze jego warunki dla rodzin, w których rodzice pracują, a mniejsze dla tych niepracujących, miały być sposobem na naprawienie patologicznej sytuacji, w której rodzice porzucają pracę, bo wartość środków otrzymywanych od państwa nie wymaga utrzymania się w pracy. Nie mają też motywacji by tę pracę podjąć.
Podkreśla jednak, że takie zmiany nie dotyczyłyby matek, które mają kilkoro dzieci i pracować nie mogą, a także tych, których dzieci są niepełnosprawne.

Mrowiec twierdzi, że wraz ze zróżnicowaniem wynagrodzeń w Programie 500+ należałoby pomóc podjąć pracę tym, którzy chcieliby z niego dostawać więcej pieniędzy. Oznacza to ni mniej, ni więcej, jak pomoc w poszukiwaniu pracy i odnalezieniu się na rynku.

Wcześniej taki pomysł wyszedł również od głównego ekonomisty PO – prof. Andrzeja Rzońca. Zaproponował on, że wsparcie z tego programu powinno być uzależnione od aktywności zawodowej w danej rodzinie. Jak się jednak okazuje – ludzi, którzy pokochali 500+ jest tak dużo, że poparcie czołowej obecnie partii w Polsce nieustannie rośnie albo, co najmniej, utrzymuje się na tym samym poziomie od dłuższego czasu. Nie wiadomo więc, czy ktoś chciałby ryzykować i utracić poparcie tych osób.

Obecnie z programu korzysta się na 6 milionów dzieci i obowiązuje do 18 roku życia – przysługuje obecnie nie tylko na drugie i kolejne dziecko, ale również na pierwsze.